Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

PostHeaderIcon Bitwa pod Kałuszynem - wspomnienia porucznika rez. Andrzeja Żylińskiego

11-12 wrzenia 1939 r. Pamiętny dzień. Wspomnienia z Bitwy pod Kałuszynem
11PUL_-_poczet_sztandarowy

Ranek 11 wrzeÅ›nia 1939 r. zastaÅ‚  mój puÅ‚k na szosie Jadów - StanisÅ‚awów w rejonie miejscowoÅ›ci Czerniki. 2 szwadron - na wschód od szosy, a mój 4 szwadron, którego byÅ‚em zastÄ™pcÄ… dowódcy i dowódcÄ… II plu- tonu - na zachód. Reszta puÅ‚ku byÅ‚a w odwodzie. Przebieg dnia byÅ‚ "szablonowy"- ranek spokojny, w poÅ‚udnie - ogien artylerii - natarcie wyłącznie na odcinek 2 szwadronu, gdzie  miÄ™dzy innymi ginie por. Sawicki, dowódca szwadronu i ulubieniec puÅ‚ku. Przed zachodem sÅ‚oÅ„ca szwadrony wycofaÅ‚y siÄ™ na rozkaz i w kolumnie puÅ‚ku dochodzimy do skraju m. Głęboczyca, gdzie zbiera siÄ™ Mazowiecka Brygada Kawalerii. Moj szwadron jako ostatni z kolumny puÅ‚ku byÅ‚ we wschodniej części Głęboczycy. Po caÅ‚odziennym upale uÅ‚ani poili konie (nie mieliÅ›my już owsa), sami·zaÅ› rozglÄ…daliÅ›my siÄ™ za jabÅ‚kami i za "żarÅ‚em", co nie byÅ‚o trudne, bo wieÅ› byÅ‚a goÅ›cinna, choć zatÅ‚oczona uciekinierami. Mój dowódca puÅ‚ku daÅ‚ mi szwadron i powiedzial, że ubezpiecza nas 7 PuÅ‚k UÅ‚anów. ByÅ‚ zmrok, gdy nadjechaÅ‚ goniec z rozkazem od rtm. Wrzoska, że szwadron ma iść w straży przedniej puÅ‚ku przez m. Rudzienko na KaÅ‚uszyn, że ja mam prowadzić szpicÄ™ i że mam natychmiast zarzÄ…dzić zbiórkÄ™ szwadronu. UcieszyÅ‚em siÄ™ tym rozkazem, bo Rudzienko znaÅ‚em z cywila. Byla to poprzednio wÅ‚asność dr Juliana ÅšlÄ…skiego, a ostatnio jego ziÄ™cia Juszkiewicza, oficera rezerwy PuÅ‚ku UÅ‚anów.


Rudzienko byÅ‚o na skraju ostatniego odcinka mapy jakÄ… miaÅ‚em. ByÅ‚a prawie noc. Szwadron koÅ„czyÅ‚ zbiórkÄ™ w kolumnie plutonów na wygonie na poÅ‚udnie od drogi w Głęboczycy, gdy nagle z północnej strony wioski z kilku rniejsc, z bardzo bliskiej odlegÅ‚oÅ›ci, zostaliÅ›my ostrze1ani broniÄ… maszynowÄ…. Zaskoczenie byÅ‚o kompletne i szwadron w popÅ‚ochu pogalopowaÅ‚ na poÅ‚udnie przez łączkÄ™ w dole na wzgórze za  Głęboczycq, gdzie opanowaÅ‚em panikÄ™, zatrzymaÅ‚em, i z grubsza uporzÄ…dkowaÅ‚em szwadron. StwierdziÅ‚em, że w szwadronie nie miaÅ‚em ani jednego oficera czy - podchorążego, bo por. Kobylinski i wszyscy podchorążowie nie zdążyli dołączyć. SÅ‚yszaÅ‚em krzyki i strzaÅ‚y, jakby przeciwnatarcie w zachodniej części Głęboczycy, ktore szybko ucichÅ‚o. Dołączyli do szwadronu poszczególni uÅ‚ani. ZdecydowaÅ‚em iść na Rudzienko, i tam czekać na puÅ‚k. Na zachod od Dobrego spotkaÅ‚em por. Rożka z mego puÅ‚ku z dwoma dziaÅ‚kami przeciwpancernymi. Por. Rożek dołączyÅ‚ do szwadronu. Szosy byÅ‚y zawalone taborami, wiÄ™c szwadron posuwaÅ‚ siÄ™ wzdÅ‚uż szosy.
Zatrzymałem szwadron w folwarku Rudzienko, ubezpieczając się działkami przeciwpancernymi i czujkami. Nieoceniony szef szwadronu wachmistrz Rudzinski wprowadził wzorowy ład w szwadronie, porządkując plutony i sekcje oraz uzupełniając poczet dowódcy szwadronu. Stan szwadronu - 85 koni i 2 działka p.panc.

W międzyczasie zjawił się rządca Rudzienka, od którego dowiedziałem się, że ani Śląskich ani Juszkiewiczów nie ma na miejscu. Zarekwirowałem owies, ułani zaobrokowali i napoili konie, napełnili owsiaki, rządca dał parę worków jabłek. Niebieskie światła, które już widziałem podczas strzelaniny w Głęboczycy, znowu pokazały się na północ od Rudzienka, doszły do szosy i ostrzelały tabory. Z por. Rożkiem doszliśmy do przekonania, że były to czołgi niemieckie, działające nieregulaminowo - bo w nocy. Stanąłem przed dylematem, co robić dalej ? Godzina przejścia brygady przez Rudzienko minęła, a brygady ani pułku nie ma. Mapa się skończyła. Zdecydowałem się maszerować na przełaj w kierunku południowo-wschodnim ubezpieczony jedynie przez dwóch szperaczy.
Noc była piękna, księżycowa. Po mniej więcej godzinie marszu moi szperacze zostali obskoczeni przez piechotę, jak się później okazało, przez placówkę 6 Pułku Piechoty Legionów. Dowódca placówki dał mi gońca, który zaprowadził mnie do dowódcy baonu - majora. Ten nie mógł mnie zorientować w sytuacji, ale skierował do dowódcy pułku.
Odnalazłem pułkownika Engela na drodze we wsi, zameldowałem mu szwadron - polecił zaczekać na rozkaz. W ciągu kilkunastu minut słuchałem i obserwowałem z podziwem, jak płk Engel spokojnie wydawał różne rozkazy i jak sprawnie były one wykonywane. Z miejsca nabrałem do niego zaufania. Po pewnym czasie pułkownik podszedł do mnie doprowadził do swego pocztu i tak, aby nikt nie słyszał powiedzial, że nie wie, gdzie jest Mazowiecka B.K. "Moj 6 P.P.Leg. wchodzi w skład 1 Dywizji Piechoty. Dywizja jest otoczona i ma w nocy przebijać się przez Kałuszyn. Biorę Pana porucznika pod swoją komendę - proszę ze szwadronem maszerować zaraz za moim pocztem". Odpowiedziałem "Tak jest Panie Pułkowniku" i dołączyłem do jego pocztu. Podziwiałem sprawność, porządek i ciszę marszu piechoty.
Początkowo pułk maszerował bardzo szybko, później posuwając się coraz wolniej coraz zatrzymując się częściej i czekając na rozpoznanie. Księżyc zaszedł, zrobiło się chłodno, moja jeszcze w cywilu złamana ręka nie całkowicie wyleczona, bardzo mi dokuczala.
Staliśmy bardzo dlugo na trakcie Jakubow- Kaluszyn. Podszedłem do płk Engla i zapytalem, co się dzieje. Pułkownik odpowiedział, że jesteśmy pod samym Kałuszynem, ktory jest prawdopodobnie obsadzony przez Niemcow, i że pułkownik czeka na wynik rozpoznania.

Bitwa_pod_Kauszynem_szkic_przebiegu_bitwy

Wróciłem do szwadronu. Po chwili na czele kolumny zaczęła się strzelanina, która szybko urwała się. W tej naglej ciszy z pocztu pułkownika Engela usłyszałem głos : "Kawaleria naprzód !" byłem przekonany, że to był rozkaz pułkownika, zwłaszcza że szereg innych osób z pocztu zaczęło ten rozkaz powtarzać. Zrozumiałem te krzyki jako rozkaz do szarży na Kałuszyn. Wściekłość mnie ogarnęła na taki nieregulaminowy rozkaz, bo jakże kawalerii szarżować po nocy ? Z drugiej strony dobrze zdawałem sobie sprawę, że w takich chwilach o powodzeniu szarży decydować mogą sekundy. Krzyknąłem : "Szwadron do szarży galopem marsz !" Ulani krzyknęli "hurra" i pogalopowaliśmy rojem. Minęliśmy poczet, szpicę piechoty. Trakt piaszczysty zwężał się, po obu stronach były rowy, wjechaliśmy na jakąś groblę, potem na mostek. Za mostkiem pierwsi Niemcy - 6, czy 7 - placówka. W tym miejscu rowy były bardzo szerokie, nie mogliśmy do Niemców przeskoczyć, więc pogalopowaliśmy traktem dalej. Wpadliśmy w pierwsze opłotki i ogrody Kałuszyna - bylo tu więcej Niemców, uciekali jak króliki przez płoty w ogrody i sady.
I tam Niemcom nie mogliśmy nic zrobić, więc galopujemy dalej, ciągle krzycząc "hurra". Wpadliśmy na jakieś rozwidlenie dróg - było tam szerzej, stały puste lory niemieckie, galopujemy dalej w stronę środka Kałuszyna. Niemcy wystrzelili rakiety, było jasno jak w dzień, przed nami uciekała duża gromada z kilkudziesięciu, usiłował ich zatrzymać oficer, krzyczał coś - kilku Niemcow odwróciło się i zaczęło do nas strzelać. Obejrzałem się i zobaczyłem, że za mną był jeden czy dwóch ułanów i szef Rudziński. Reszta rozbiegła się w pogoni za Niemcami. Obawiając się, że Niemcy wystrzelają nas jak kaczki, zawróciłem konia i zacząłem krzyczeć: "apel". Ułani zaczęli dołączać.

Ogien niemiecki zrobił się gęstszy. Postanowiłem schować zbierających się ułanów za chałupą i jakieś zabudowania na górce. Byliśmy tam niewidziani przez Niemców, ale za to dobrze widoczni naszej piechocie, która nie wiedząc o naszym dołączeniu w nocy do dywizji, zaczęła nas ostrzeliwać. Na szczęście za wysoko - serie szły ponad naszymi głowami w strzechy chałup i zabudowań. Nie czekając na wstrzelanie się naszych maszynkarzy dałem rozkaz zjechania na drogę i powrotu do naszej piechoty. Było jasno jak w dzień, Kałuszyn zaczął się palić.
Zebrałem małą część szwadronu, z kilkanaście koni, spotkałem por. Rożka, który chociaż chory pojechał do szarży i wolno wracaliśmy trasą naszej szarży do miejsca, gdzie płk Engel dał nam swój rozkaz. Tam były nasze działka, ale nie mogliśmy odnaleźć reszty szwadronu, z 85 koni miałem po szarży 33. Ktoś powiedział, że kawaleria pomaszerowała na północ przez łąkę, więc z kilkoma ułanami pojechałem aż do jakiejś rzeczki, gdzie zostaliśmy z bliska ostrzelani przez Niemców i zawróciliśmy do działek. Gdy później zrobił się dzień, objechałem znowu trasę naszej szarży - nikogo ze szwadronu nie znalazłem - ani rannych ani zabitych, choc było parę rannych i zabitych koni, byli zabici Niemcy i żołnierze piechoty. Mówiono mi, że kilku rannych ułanów już zabrano. Byłem wściekły na pułkownika Engla, że przez jego rozkaz, ze szwadronu zostało nas tak mało.

ZrobiÅ‚ siÄ™ ranek, daÅ‚em rozkaz obrokować konie. NadjechaÅ‚ samochód, z którego wysiadÅ‚ gen. Kowalski - dowódca 1 Dywizji Piechoty Legionów - zapytaÅ‚: "Co to za kawaleria ?". ZameldowaÅ‚em siÄ™ i powiedziaÅ‚em o szarży i że nie mogÄ™ teraz zebrać szwadronu. Na to gen. Kowalski odpowiedziaÅ‚, że pÅ‚k Engel meldowaÅ‚ mu, iż, nigdy rozkazu do szarży nie wydawaÅ‚, że kawaleria pogalopowaÅ‚a naprzód niepotrzebnie, i że dlatego Niemcom udaÅ‚o siÄ™ uciec z maÅ‚ymi stratami, bo piechota nie mogÅ‚a do nich, pomieszanych z uÅ‚anami, strzelać. GeneraÅ‚ daÅ‚ mi rozkaz - ubezpieczać dywizjon 1 Pulku Artylerii Lekkiej w lasku na poÅ‚udnie od m. Kazimierzów. GeneraÅ‚ wspomniaÅ‚ również, że pÅ‚k Engel zostaÅ‚ w KaÅ‚uszynie ciężko ranny. OdnalazÅ‚em dywizjon artylerii, gdzie powiedziano, że oficerem ogniowym jest por. KuÅ›ciÅ„ski (WÅ‚adek - mój brat cioteczno  cioteczny). OdnalazÅ‚em WÅ‚adka, ubezpieczaÅ‚em dywizjon czujkami i dziaÅ‚kami przeciwpancernymi. WÅ‚adek powiedziaÅ‚ mi, że caÅ‚y KaÅ‚uszyn jest zdobyty, i że dywizjon strzela za KaÅ‚uszynem. Po paru godzinach WÅ‚adek dostaÅ‚ rozkaz zmiany pozycji i dywizjon pomaszerowaÅ‚ do szosy KaÅ‚uszyn - MiÅ„sk Mazowiecki.
Moje zadanie ubezpieczenia skończyło się. Pożegnałem Władka (podobno zginął kilka dni później od bomby lotniczej), pomaszerowałem do Kuflewa, gdzie po południu zameldowałem się u płk Korcza, dowódcy Mazowieckiej Brygady Kawalerii.

Tak więc dowodziłem szwadronem przez kilkanaście godzin. W ciągu jednej nocy zaatakowały nas niemieckie czolgi w Głęboczycy - nieregulaminowo i w ciągu tej samej nocy szwadron - również nieregulaminowo- szarżował na Kałuszyn. Była to jedyna szarża 11 Pułku Ułanów w kampanii wrześniowej. Wbrew zdaniu płk Engela uważam, że szarża przez całkowite zaskoczenie Niemców i uchwycenie północno-zachodniego skraju Kałuszyna w dużym stopniu przyczyniła się do zdobycia miasteczka.
Dopiero w Londynie miałem okazję dokładnego przestudiowania mapy odcinka Kałuszyn, gdzie na zachód od Kałuszyna są zaznaczone 2 skrzyżowania: szable i data 1831. Szwadron szarżował mniej więcej 1 km na północ od miejsca bitwy, która toczyła się pod tymże samym Kałuszynem 100 lat wcześniej.

 

Oryginał relacji znajduje się w zbiorach dr Ryszarda Juszkiewicza w Mławie.

Andrzej Gruba

Poprawiony (niedziela, 02 maja 2010 10:10)